zapadła cisza tak głęboka, że istnieje tylko bicie własnego serca. Dwie czerwone, kreski – nie blada przemyta, niejasna plama, tylko bezbłędny, jednoznaczny wynik, od którego wszystko wokół istnieje, a ja powstało sama z prawdą, której nie można jeszcze w pełni pojąć.
Opadłam na brzeg wanny, z trudem łapiąc oddech. W mojej głowie kłębiły się myśli – pytania, najważniejsze, których nie śmiałam po przeczytaniu. Obraz dwóch kresek istniejących był mi przed oczami, pozornie wypalony na siatkówce, i powoli, bardzo powoli, zaczynałem rozumieć, że to, co było rzeczywiste, właśnie stało się rzeczywistością. W sześćdziesiątych